PL__ HYBRYDY I INNE TELEPORTACJE, Galerie U7, Frankfurt/M
Teleportacja i inne hybrydy
Filip Berendt, Zuzanna Janin, Anna Konik, Tomasz Kozak, Maciej Kurak, Jan Mioduszewski, Karolina Zdunek
kuratorka: Zuzanna Janin
Galerie U7, Frankfurt nad Menem,
wrzesień-październik 2008,
Zygmunt Bauman w Płynnej nowoczesności bardzo trafnie charakteryzuje procesy, jakie zachodzą w ponowoczesnych społeczeństwach. On oraz cala rzesza filozofów i socjologów piszących o współczesnym świecie twierdzi, że nie ma dziś nic stałego, nic, co nie podlegałoby ciągłym przemianom, mutacjom, przechodzeniu z jednego stanu w drugi. Cechy takie jak trwałość, stałość, wytrzymałość ustępują elastyczności, przemijalności, tymczasowości. Dewaluacji uległy, będące kiedyś zaletami takie wartości jak stabilność i niezmienność. Fordowski model produkcji ustąpić musiał bardziej wyrafinowanym i lepiej dostosowanym formom aktywności ekonomicznej. Rodzina, kiedyś podstawowa komórka społeczna, dziś okazuje się reliktem. “Pantha rei”, wszystko płynie, tyle tylko, że nurt przybrał na sile.
Bauman pisze, że „roztapianie wszystkiego, co stale”, nieodłączna cecha nowoczesności, uzyskało tym samym nowe znaczenie, a przede wszystkim zwróciło się w stronę innych celów. Jednym z głównych skutków tej reorientacji było zniknięcie sil, które w swoich programach politycznych odwoływały się systemowego ładu. Elementy trwale, które trafiły obecnie do tygla i które znajdują się właśnie w fazie roztapiania – dzisiaj, w okresie płynnej ponowczesności – to więzy spajające poszczególne wybory w zbiorowe projekty i działania: z jednej strony wzorce komunikacji i koordynacji indywidualnych strategii życiowych, z drugiej – polityczne działania zbiorowe.”
Na zgliszczach starego ładu nie pojawia się jednak żadna stała forma go zastępująca. To, co kiedyś było dla człowieka stałym punktem odniesienia, dzisiaj jest jak ruchomym piaskiem.
Teleportacje i inne hybrydy są kuratorskim projektem odnoszącym się właśnie do tego zjawiska. Siedmioro artystów, w wybranych pracach komentuje, opisuje, rozlicza „nieznośną lekkość bytu” ponowoczesnych zjawisk społecznych.

Hybrydami są bez wątpienia kompozycje uwiecznione na fotografiach przez Filipa Berendta. Spokojne wnętrza domów i mieszkań obudzone zostały przez artystę z letargu swoich pierwotnych znaczeń. Wobec ingerencji artysty nic nie może czuć się bezpiecznie: sedes staje się mensą ołtarzową, koc wiązką dynamitu, nieskoszony trawnik falującą bandą chochołów rodem z ostatniego aktu Makbeta. Berendt w cyklu Wizyta pokazuje, że drobna nawet ingerencja może doprowadzić do totalnej dewaluacji sfery znaczeniowej, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni, do ostatecznego zerwania związku między znaczącym a znaczonym. Semiotyczne hybrydy artysty są owocami niczym nieskrępowanego, arbitralnego nadawania przedmiotom sensu przez jednostkę, a nie grupę. Fotografie Berendta to wizualizacja triumfu indywidualizacji nad kolektywnym nadawaniem znaczeń.

Wizyta sąsiaduje na wystawie z projekcją Our Lady’s Forever Anny Konik. Narracją tego filmu jest opowieść schizofrenika: zapętlony film, nie posiadający właściwie początku i końca to eksploracja wewnętrznego świata osoby, która żyje poza obowiązującym układem czasoprzestrzennym. Głos narratora oraz oko kamery filmującej morze i wnętrze porzuconego, zapomnianego przez Boga i ludzi szpitala prowadzi widza przez swobodnie zestawione ze sobą obrazy, zdarzenia i miejsca. Umysł osoby upośledzonej zdaje się nie znać żadnych ograniczeń, a jednocześnie obijać się beznadziejnie o ściany szpitala, szukając zakończenia tragicznej historii niespełnionej miłości.
Zuzanna Janin po raz pierwszy pokazała prace z cyklu Solaris w maju 2008 na wystawie The Time of Cruel Miracles is not Over w Federico Bianchi Contemporary Art we Włoszech. Niewielkie rzeźby zbudowane z betonowych bloczków i ubrań są inspirowane powieścią Stanislawa Lema Solaris. Konstrukcje te, zapewne przez zestawienie dwóch tak różnych materiałów jak elastyczne rajstopy i beton, balansują na granicy intymne-publiczne, liryczne-epickie. Szare, szorstkie, jednakowe kostki ubrała Janin w stare pończochy, sweterki, sukienki, to co kiedyś najbliższe było ich posiadaczom. Tak powstały hybrydy – z jednej strony anonimowe, nieme, bezkształtne, z drugiej osobiste, określone, efekty strategii personalizowania bezimiennego.

Lekcja Jogi Tomasza Kozaka zrealizowana jest techniką found-footage, będącą już sama w sobie przejawem opisanej przez Bachtina „hybrydyzacji kultur”: zlewania się wysokiego z niskim, sakralnego ze świeckim. Materią pracy Kozaka jest ikonosfera kina – na ekranie zestawia sceny z klasyki z filmami przyrodniczymi, porno, dokumentem. Dla Kozaka nic nie jest święte, wszystko może stać się materiałem, tworzywem. Sztuka ery ponowoczesnej jest jak zakład recyklingu – szybko produkowane obrazy i symbole równie szybko trafiają do zakładu, gdzie są sortowane, mielone, pozbawiane swego pierwszego znaczenia i ponownie przetworzone w nowej zupełnie konfiguracji. Kozak jest jak demiurg zlepiający w eklektyczne kolaże poezję Micińskiego z George’m Lucasem.


Na wystawie zestawione zostały ze sobą prace Karoliny Zdunek i Jana Mioduszewskiego. Wejscie do sali, której są one eksponowane jest jak teleportacja do innej epoki, czasów pierwszej nowoczesności, wielkich idei, narracji historycznych, utopii, które wówczas wydawały się być zbawieniem ludzkości. Zdunek z właściwym sobie malarskim rozmachem przedstawiła na ogromnych rozmiarów płótnie pejzaż rodem z czasów planu elektyfikacji ZSRR; na tle czerwonego nomen omen horyzontu nie widać nic poza ogromnymi słupami wysokiego napięcia i ciągnącymi się między nimi kablami przesyłowymi. Mioduszewski w swych ostatnich realizacjach również zdradza fascynację tą epoką, ale jego uwaga skupiła się na zachodnioeuropejskim micie funkcjonalizmu. Jak zwykle u tego malarza narzędziem wyrażania idei jest mebel, tym razem inspiracją były dwie ikony designu: Wassily chair Marcela Breuera i Red-Blue chair Ritvelda. odstępstwem od funkcjonalności w ich przypadku są interwencje Mioduszewskiego; fotele spętane są sznurami, oplecione siatką jakby pajęczyn odbierających im pierwotne wrażenie skalkulowanego utylitaryzmu.

Last but not least pracą jest Bicie rekordu Macieja Kuraka. Artysta w charakterystyczny dla siebie, ironiczny sposób drwi w tej pracy z artworldu. Zanurzony w akwarium manekin jest jak każdy, kto wypuszcza się na głęboką wodę świata sztuki – wystawiony na widok publiczny, poddany ocenie, automatycznie wtłoczony rankingi, tabelki itp.

W czasie otwarcia Jan Mioduszewski wykonał jeden ze swoich still performance’ów: Półka, w czasie którego artysta stał „przebrany” za jeden ze swoich obrazów, będąc dopełnieniem, cześcią swojego malarstwa. Szczególnych znaczeń nadawała współobecność na otwarciu hyperrealistycznej rzeźby nurka Kuraka zderzona z pól-rzeźbą performera Mioduszewskiego. Te dwa figuratywne elementy czyniły szczególny zamęt w percepcji bawiąc się ze zmysłami widzów: gdzie kończy się obiekt a zaczyna żywy człowiek.
W kontekst podjętego przez Teleportacje i inne hybrydy wplata się również samo miejsce, w którym odbywa się wystawa: stuletni budynek fabryczny służył już jako browar, fabryka traktorów, magazyn. Teraz włada nim sztuka, a za kilka miesięcy cały kompleks zamieni się w centrum handlu luksusowymi zabytkowymi autami, którego właściciele z postmodernistyczną lekkością przywoływać chcą z zaświatów duchy starych modeli BMW czy Bugatti.
MS









